http://ask.fm/vineztwez
Ciężko westchnęłam i spojrzałam za okno nudnej klasy. Mój umysł uruchamiał tyle rzeczy, które muszę zrobić, a nie chcę, tak, to jest to, szkoła, którą nazywamy piekłem. Ostatni rok nauki prawie dobiegł końca.
Był piątek, ten dzień był dziwnie spokojny. Wszyscy siedzieli przy swoich biurkach i robili swoje prace domowe. Oh, jakie to wspaniałe. Nauczyciel od matematyki zadał nam od cholery zadań domowych, bo jest zbyt leniwy, żeby przerobić to z nami w klasie. Nie, wcale nie narzekam, że mam tyle zadane. Cholera, ja tutaj przychodzę, żeby się czegoś nauczyć, a nie żeby spać na lekcjach. Ale to ostatni miesiąc, jakoś przeżyję.
Drzwi od klasy głośno zaskrzypiały, ktoś musiał wejść, obudziłam się. Każdy skierował swoje oczy w stronę drzwi. Dwie umundurowane postacie z niepokojącą powagą na twarzy szukali kogoś w klasie.
Rozejrzeli się po klasie, przez chwile patrząc się w moją stronę i udali się w stronę nauczycielki, stanęli przed biurkiem i powiedzieli .- Jesteśmy tutaj w sprawie Elizy Rose. - Wszyscy byli w szoku, spojrzeli się na mnie z znakiem zapytania w oczach.
Ciągle działo się coś dziwnego w szkole, ale to było za wiele. Wzruszyłam ramionami, podniosłam torbę i powoli do nich podeszłam, wpatrywałam się w twarz policjantki, która przyglądała mi się bardzo podejrzliwie.
Po chwili podszedł do nas mężczyzna, i chwycił mnie za ramię wraz z kobietą i szepnął mi do ucha.
- Mamy cie aresztować, jesteś podejrzana o bycie wspólniczką Justina Biebera, w sprawie morderstwa Lindsay Hall.
Masz prawo zachować milczenie. Wszystko co powiesz, może być użyte przeciwko tobie w sądzie. Masz prawo do rozmowy z adwokatem i masz prawo by zostać przesłuchana w obecności adwokata.
Jeśli nie masz środków na prawnika, możemy ci zapewnić sądowego. - Powiedział . - Czy oni naprawdę przysłali tylko dwóch policjantów, żeby mnie aresztować ?
- Cholera. - Usłyszałam czyiś głos kiedy wychodziłam z klasy. Jedyny dzwięk jaki towarzyszył nam kiedy szliśmy długim korytarzem to był nasz oddech i odgłos ciężkich kroków.
Szorstkie ręce kobiety chwyciły mnie za rękę, kiedy dochodziliśmy do wyjścia. Zaczęłam improwizować.
- O cholera, chyba własnie dostałam okres. - Powiedziałam, patrząc na kobietę. To była najlepsza rzecz jaką mogłam wymyśleć w tej chwili, a jako że ona też jest kobietą dała się na to nabrać. Spojrzała mi się prosto w oczy, pewnie chcąc wykryć czy nie kłamię, ale nic nie wykryła.
- Dobrze, niech idzie do łazienki.- Powiedział oficer.
- Pójdę z tobą. - Usłyszałam za sobą głos kobiety.
Uśmiechnęłam się do siebie. Szybko weszłyśmy do łazienki. Po co ona tu ze mną weszła? Czy ja jestem jakaś niepełnosprawna żebym sama nie mogła na kibel usiąść ? Zauważyłam okno. Musiałam jakoś się do niego dostać.
- To zajmie mi minutkę. A czy miałaby pani problem gdyby otworzyła mi pani to okno ? Strasznie tu gorąco. - Zapytałam zakłopotana. Westchnęła i otworzyła je. Weszłam do kabiny, rozpięłam rozporek, udając że ściągam spodnie, ale tak naprawdę to szybko i cicho otworzyłam okno w jednej z toalet.
Zgaduje, że nie jesteśmy tutaj sami. Poprawiłam sobie włosy. Hey, nie ma czasu, na poprawianie sobie fryzury, ale przecież muszę jakoś wyglądać, skoro mam iść do więzienia. Jebana osiemnastka. Oh, tak. Dzisiaj są moje 18-te urodziny. Ciepły powiew powietrza uderzył mnie w twarz.
- Pospiesz się tam. - Słyszałam jak mówi. Cicho podciągnęłam się do okna i wysunęłam się z toalety.
Mój oddech był ciężki, ale nadal szybko biegłam po trawie kierując się w stronę przystanku obok głównego wejścia do szkoły. Myślę, że byłam w błędzie. Nie przysłali tylko dwóch oficerów...
Pięć samochodów policyjnych stało przed szkołą trzymając broń na wypadek gdybym chciała uciec. Kurwa. Myśl, myśl, myśl... Zadzwoń do Justina, tylko to przyszło mi do szkoły. Kliknęłam jego nazwę na ekranie mojego telefonu i przyłożyłam telefon do ucha. Odbierz, błagam Cie, odbierz kurwa.
- Hey shawty. - Usłyszałam jego głos.
- Hey. - Powiedziałam przygryzając wargę, przez chwilę zapomniałam co mam powiedzieć, ale szybko się oknęłam.
- Mam problem.
- Co jest ? - Spytał, był zdenerwowany. - Właśnie mieli mnie alresztować, policjanci są wokół szkoły i pewnie zorientowali się, że uciekłam. - Powiedziałam, przygryzając wargę ze zdenerwowania.
- Cholera. - Usłyszałam jego szept. - Spotkajmy się u Ciebie w domu. - Powiedział.
- A jak mam się tam kurwa dostać ? - Powiedziałam gniewnym tonem, ale odłożył słuchawkę. Czy on nie słyszał jak mu mówiłam, że otoczyli tą pieprzoną szkołe ?
Patrzyłam, jak połowa policji wchodzi do szkoły najprawdopodobniej mnie szukając, a druga połowa otoczyła całą szkołę.
Obmyślałam plan ucieczki, wybrałam główną drogę, bo inne były zbyt ryzykowne. Kiedy zaczęłam biec policjant zwrócił swoją uwagę w moją stronę, pospiesznie schowałam się za krzaki.
- Co to było ? Słyszałes to ? - Powiedział patrząc się dokładnie w to miejsce w którym byłam.
- To było prawdopodobnie zwierze. - Ale usłyszałam głos kogoś innego.
- Mam zamiar to sprawdzić. - Jeden z wielu oficerów ruszył w moją stronę trzymając pistolet w dłoni. Skuliłam się jeszcze bardziej, z nadzieją, że mnie nie zauważy. Tak też się stało, patrzyłam jak omija mnie bez żadnych podejrzeń, że ja, uciekinierka mogę się chować w tych krzakach. Szłam za nim ostrożnie stawiając krok równo z jego krokiem.
Usłyszał mój oddech. Kurwa. Uderzyłam go w kark żeby stracił przytomność. Jego ciało zaczęło opadać, starałam się go złapać jak najszybciej żeby nie narobić większego hałasu. Sprawdziłam czy broń jest nabita. Szybko wyrwałam broń z jego ręki i zaczęłam wejść w kierunku wyjścia.
- John ! Wszystko w porządku ? - Usłyszałam głos innego policjanta. Zauważył mnie. Jego twarz zastygła, podniósł broń na wysokość ramion i wycelował we mnie. Za późno. Wycelowałam w jego klatkę piersiową i strzeliłam. Kontynuowałam swoją ucieczke. Chyba myśleli, że wyprowadzą mnie cicho i bez powodowania paniki w szkole. Idioci.
Wychodząc tylnym wyjściem z terenu szkoły odwróciłam się, aby zobaczyć wszystkich zdezorientowanych i spanikowanych oficerów.
Uśmiechając się, doszłam do domu. Nie bądź zdziwiony. Jestem Eliza Marie Rose. Możesz być zaskoczony tym, jak bardzo zmieniłam się tego roku.
Nigdy wcześniej taka nie byłam. Nie wiedziałam jak strzelać z pistoletu. Nie byłam nigdy aresztowana, ani nigdy nikogo nie zabiłam. Tak, ludzie się zmieniają. To jest historia jak stałam się wspólniczką Bad'a.
Ciężko westchnęłam i spojrzałam za okno nudnej klasy. Mój umysł uruchamiał tyle rzeczy, które muszę zrobić, a nie chcę, tak, to jest to, szkoła, którą nazywamy piekłem. Ostatni rok nauki prawie dobiegł końca.
Był piątek, ten dzień był dziwnie spokojny. Wszyscy siedzieli przy swoich biurkach i robili swoje prace domowe. Oh, jakie to wspaniałe. Nauczyciel od matematyki zadał nam od cholery zadań domowych, bo jest zbyt leniwy, żeby przerobić to z nami w klasie. Nie, wcale nie narzekam, że mam tyle zadane. Cholera, ja tutaj przychodzę, żeby się czegoś nauczyć, a nie żeby spać na lekcjach. Ale to ostatni miesiąc, jakoś przeżyję.
Drzwi od klasy głośno zaskrzypiały, ktoś musiał wejść, obudziłam się. Każdy skierował swoje oczy w stronę drzwi. Dwie umundurowane postacie z niepokojącą powagą na twarzy szukali kogoś w klasie.
Rozejrzeli się po klasie, przez chwile patrząc się w moją stronę i udali się w stronę nauczycielki, stanęli przed biurkiem i powiedzieli .- Jesteśmy tutaj w sprawie Elizy Rose. - Wszyscy byli w szoku, spojrzeli się na mnie z znakiem zapytania w oczach.
Ciągle działo się coś dziwnego w szkole, ale to było za wiele. Wzruszyłam ramionami, podniosłam torbę i powoli do nich podeszłam, wpatrywałam się w twarz policjantki, która przyglądała mi się bardzo podejrzliwie.
Po chwili podszedł do nas mężczyzna, i chwycił mnie za ramię wraz z kobietą i szepnął mi do ucha.
- Mamy cie aresztować, jesteś podejrzana o bycie wspólniczką Justina Biebera, w sprawie morderstwa Lindsay Hall.
Masz prawo zachować milczenie. Wszystko co powiesz, może być użyte przeciwko tobie w sądzie. Masz prawo do rozmowy z adwokatem i masz prawo by zostać przesłuchana w obecności adwokata.
Jeśli nie masz środków na prawnika, możemy ci zapewnić sądowego. - Powiedział . - Czy oni naprawdę przysłali tylko dwóch policjantów, żeby mnie aresztować ?
- Cholera. - Usłyszałam czyiś głos kiedy wychodziłam z klasy. Jedyny dzwięk jaki towarzyszył nam kiedy szliśmy długim korytarzem to był nasz oddech i odgłos ciężkich kroków.
Szorstkie ręce kobiety chwyciły mnie za rękę, kiedy dochodziliśmy do wyjścia. Zaczęłam improwizować.
- O cholera, chyba własnie dostałam okres. - Powiedziałam, patrząc na kobietę. To była najlepsza rzecz jaką mogłam wymyśleć w tej chwili, a jako że ona też jest kobietą dała się na to nabrać. Spojrzała mi się prosto w oczy, pewnie chcąc wykryć czy nie kłamię, ale nic nie wykryła.
- Dobrze, niech idzie do łazienki.- Powiedział oficer.
- Pójdę z tobą. - Usłyszałam za sobą głos kobiety.
Uśmiechnęłam się do siebie. Szybko weszłyśmy do łazienki. Po co ona tu ze mną weszła? Czy ja jestem jakaś niepełnosprawna żebym sama nie mogła na kibel usiąść ? Zauważyłam okno. Musiałam jakoś się do niego dostać.
- To zajmie mi minutkę. A czy miałaby pani problem gdyby otworzyła mi pani to okno ? Strasznie tu gorąco. - Zapytałam zakłopotana. Westchnęła i otworzyła je. Weszłam do kabiny, rozpięłam rozporek, udając że ściągam spodnie, ale tak naprawdę to szybko i cicho otworzyłam okno w jednej z toalet.
Zgaduje, że nie jesteśmy tutaj sami. Poprawiłam sobie włosy. Hey, nie ma czasu, na poprawianie sobie fryzury, ale przecież muszę jakoś wyglądać, skoro mam iść do więzienia. Jebana osiemnastka. Oh, tak. Dzisiaj są moje 18-te urodziny. Ciepły powiew powietrza uderzył mnie w twarz.
- Pospiesz się tam. - Słyszałam jak mówi. Cicho podciągnęłam się do okna i wysunęłam się z toalety.
Mój oddech był ciężki, ale nadal szybko biegłam po trawie kierując się w stronę przystanku obok głównego wejścia do szkoły. Myślę, że byłam w błędzie. Nie przysłali tylko dwóch oficerów...
Pięć samochodów policyjnych stało przed szkołą trzymając broń na wypadek gdybym chciała uciec. Kurwa. Myśl, myśl, myśl... Zadzwoń do Justina, tylko to przyszło mi do szkoły. Kliknęłam jego nazwę na ekranie mojego telefonu i przyłożyłam telefon do ucha. Odbierz, błagam Cie, odbierz kurwa.
- Hey shawty. - Usłyszałam jego głos.
- Hey. - Powiedziałam przygryzając wargę, przez chwilę zapomniałam co mam powiedzieć, ale szybko się oknęłam.
- Mam problem.
- Co jest ? - Spytał, był zdenerwowany. - Właśnie mieli mnie alresztować, policjanci są wokół szkoły i pewnie zorientowali się, że uciekłam. - Powiedziałam, przygryzając wargę ze zdenerwowania.
- Cholera. - Usłyszałam jego szept. - Spotkajmy się u Ciebie w domu. - Powiedział.
- A jak mam się tam kurwa dostać ? - Powiedziałam gniewnym tonem, ale odłożył słuchawkę. Czy on nie słyszał jak mu mówiłam, że otoczyli tą pieprzoną szkołe ?
Patrzyłam, jak połowa policji wchodzi do szkoły najprawdopodobniej mnie szukając, a druga połowa otoczyła całą szkołę.
Obmyślałam plan ucieczki, wybrałam główną drogę, bo inne były zbyt ryzykowne. Kiedy zaczęłam biec policjant zwrócił swoją uwagę w moją stronę, pospiesznie schowałam się za krzaki.
- Co to było ? Słyszałes to ? - Powiedział patrząc się dokładnie w to miejsce w którym byłam.
- To było prawdopodobnie zwierze. - Ale usłyszałam głos kogoś innego.
- Mam zamiar to sprawdzić. - Jeden z wielu oficerów ruszył w moją stronę trzymając pistolet w dłoni. Skuliłam się jeszcze bardziej, z nadzieją, że mnie nie zauważy. Tak też się stało, patrzyłam jak omija mnie bez żadnych podejrzeń, że ja, uciekinierka mogę się chować w tych krzakach. Szłam za nim ostrożnie stawiając krok równo z jego krokiem.
Usłyszał mój oddech. Kurwa. Uderzyłam go w kark żeby stracił przytomność. Jego ciało zaczęło opadać, starałam się go złapać jak najszybciej żeby nie narobić większego hałasu. Sprawdziłam czy broń jest nabita. Szybko wyrwałam broń z jego ręki i zaczęłam wejść w kierunku wyjścia.
- John ! Wszystko w porządku ? - Usłyszałam głos innego policjanta. Zauważył mnie. Jego twarz zastygła, podniósł broń na wysokość ramion i wycelował we mnie. Za późno. Wycelowałam w jego klatkę piersiową i strzeliłam. Kontynuowałam swoją ucieczke. Chyba myśleli, że wyprowadzą mnie cicho i bez powodowania paniki w szkole. Idioci.
Wychodząc tylnym wyjściem z terenu szkoły odwróciłam się, aby zobaczyć wszystkich zdezorientowanych i spanikowanych oficerów.
Uśmiechając się, doszłam do domu. Nie bądź zdziwiony. Jestem Eliza Marie Rose. Możesz być zaskoczony tym, jak bardzo zmieniłam się tego roku.
Nigdy wcześniej taka nie byłam. Nie wiedziałam jak strzelać z pistoletu. Nie byłam nigdy aresztowana, ani nigdy nikogo nie zabiłam. Tak, ludzie się zmieniają. To jest historia jak stałam się wspólniczką Bad'a.